… na tym blogu.
Paula wyjechała do domu, chłopaki rozjechali się na wakacje a ja tym samym zakończyłam roczną pracę w Don Bosco Boys Home. Zostaję jeszcze w Ghanie do końca grudnia, ale zmienia mi się zakres obowiązków i adres bloga. Co dalej w Boys Homie będą juz pisały Ania i Agucha, a znając je ich zapiski będą ciekawsze niż te nasze. Więc do zobaczenia na innych stronach wirtualnych…

I na mnie koniec…
It is time to say goodbye! ;(
Z mojej strony nadszedł czas, aby zakończyć pisanie na tym o to blogu. Już tydzień mija odkąd po rocznej Misji w Ghanie wylądowałam na krakowskich Balicach. Z bagażem pełnym pamiątek, prezentów, ale przede wszystkim doświadczeń, przeżyć, przyjaźni. Jak się czuję? Ghana, Sunyani, Boys Home i Ci wszyscy ludzie napotkani na mojej drodze to było jak długi, piękny sen. Jedyne, co daje mi odczuć, że to nie była jawa to zdjęcia, telefony od przyjaciół z Ghany i ta tęsknota, której nie potrafię opisać. Mimo zmian w Polsce to ja czuję, że ten mój świat, jaki tutaj na rok zostawiłam czeka na mnie niezmieniony. Tak jak 1 sierpnia zeszłego roku opuszczałam swój rodzinny dom, tak teraz musiałam zostawić swój nowy dom, tam w Don Bosco Boys Home.
Poniżej umieszczam ostatnie zdjęcia z mojego pożegnania z chłopcami. Mam nadzieję, że oni zrozumieli, że nie opuściłam ich, ponieważ zawsze będą w moim sercu i myślach.
Na koniec jeszcze chciałabym podziękować za wsparcie modlitewne, które tak mocno mogłam odczuć podczas pracy. Dzięki wielkieJ Dzięki też Martynie! Myślę, że ten rok był dla nas szansą na zrozumienie tej tajemnicy, jak ludzie różnią się od siebie i czasami może nie rozumieją, a mimo to potrzebują siebie wzajemnie. Powodzenia w nowym projekcie i korzystaj z uroków Ghany!
Bye bye!
World Cup 2010
No i skończyło się kibicowanie Ghanie:( Ale zawsze trzeba znaleźć pozytywy więc i ja je znalazłam. Mianowicie po tym co widziałam co się działo na ulicach po wygranym meczu z USA, ile ludzi zginęło wtedy w wypadkach może i dobrze się stało, że skończyła się ich przygoda w RPA. Więc Ghanie gratulujemy na prawdę dużego sukcesu, ale jeszcze potrzebujecie czasu żeby nauczyć się świętować zwycięstwo “Black Star”.
I jeszcze takie sprostowanie. Z tego co mi wiadomo ostatnio na stronie SWM pojawiła się informacja, że jestem już w Polsce. Spokojnie, poczekajcie do tego 30 lipca. Ja się jeszcze cieszę urokami Ghany i ostatnimi chwilami z chłopakami:) Ale dziękuję za wiadomości typu “witamy w domu”:)
Two colors
O dwóch rzeczach napisać dziś chciałam.
Po pierwsze, tak jak Paula gdzieś tam wcześniej wspomniała miałam tą możliwość wyjechania do Polski na dwa tygodnie. Były to zaprawdę przedziwne dwa tygodnie, dużo mi namieszały. Sama sobie pobyt przedłużyłam, ale z Polski wyjeżdżać mi się nie chciało. Trochę więcej o emocjach prywatnie. Ale co chciałam napisać, to oczywiście jak się chłopaki dowiedzieli, że wyjeżdżam, to było „przywieź mi pendrive, przywieź mi korki do piłki, przywieź mi…, przywieź mi”. Oczywiście po powrocie „co mi przywiozłaś?” przez cały tydzień się za mną ciągło. I to nie tyle chłopaki, bo Ci dostawszy każdy białą czekoladę z lentynkami szczęśliwi były, ale cała reszta znajomych, sąsiedzi, animatorzy w oratorium. Wszyscy „co mi przywiozłaś?”. Kiedyś mi wytłumaczyli, że to taka kultura i tak tu jest. Już nauczyłam się nie oceniać, nawet jeżeli mnie to czasami denerwuje, to ok., tak tu jest. Ale natknęłam się na artykuł w „New Africana” (polecam! Do kupienia w Polsce w Empikach) na artykuł napisany przez Ghankę, właśnie o tym, że sami z siebie robią żebraków, sami z siebie robią naród żebraczy. Wiem, ona może tak pisać, ja nie, bo ona z tej samej kultury, a ja z zewnątrz, ale cieszy mnie, że ktoś to zaczął zauważać. Jest jakaś nadzieja.
Druga sprawa, o wiele ciekawsza. World Cup, który już się odbywa! Ghana pierwszy mecz wygrała. Działo się. Można powiedzieć, że to był mecz o wszystko, mogą przegrać z Niemcami, a z Australią powinni spokojnie wygrać i przechodzą dalej. Co prawda jeszcze pół roku temu była tutaj atmosfera „przywiezienia pucharu do Ghany”, ale trochę już opadła. Ja przy okazji World Cupu chciałam napisać o koncercie, który miał miejsce w RPA dzień przed. Wielkie gwiazdy muzyki i piłki nożnej. Wszystko ładnie, pięknie. Afryka dla świata, świat dla Afryki. Do momentu jak na scenę wyszła Shakira. Ładna kobieta, ponoć dużo dobrego robi w Kolumbii, jakieś fundacje, pomaga ubogim. Ale u nas w Boys Homie wywołała mały skandal swoim występem. Patrzałam na to z 20 chłopakami, większość w wieku dorastania. Wyszła i zaczęła najpierw ruszać biodrami, tak wiem, potrafi to robić, 99% kobiet jej zazdrości (przynajmniej trzech z naszych chłopaków też tak potrafi;). Show trwał, chłopaki oczywiście wpatrzeni w TV, ale zaczynała przeginać, po chwili zaczęła naśladować ruchy przypominające kopulację nad głośnikiem. To wywołało naprawdę skandal wśród chłopaków. Nie wiem czy tak bym to odebrała siedząc w Europie, ale tutaj już jej strój był odebrany jako „zbyt skąpy”, a ten taniec to przejście granicy dobrego smaku. Jeden z nich zapytał się mnie, czy ona nie ma dzieci, bo matki tak zachowywać się nie powinny. A jak zaczęła na końcu wyć jak wilk, Ci podeszli do telewizora i udawali, że przywołują ją, jak tutaj się przywołuje psa. Nie wiem czy siedząc w Europie, bez doświadczeń tutaj też byłabym tak z jednej strony zniesmaczona, z drugiej w pewnym sensie było mi jej żal. Przesadna cnotkowatość nigdy nie była moją cechą, a może w każdej kulturze chłopaki tak na coś takiego reagują, tylko tutaj miałam pierwszy raz okazję to zobaczyć? Nie wiem. Natomiast w tej chwili doszło do mnie ile prawdy jest w słowach, że chłopaki lubią patrzeć na ładne dziewczyny, chcieli by takie mieć (mieć na kilka nocy), ale szacunku do takiej nigdy mieć nie będą.
25.05.2010r. Święto Maryi Wspomożenia Wiernych
Impreza za imprezą:) Tym razem wczoraj (poniedziałek) obchodziliśmy święto Maryi Wspomożenia Wiernych. Party zaczęliśmy od modlitwy różańcowej, w czasie której chłopaki dostali różańce. Modliliśmy się za nasze rodziny, Salezjanów, dzieci i młodzież, Boys Home, jego ofiarodawców, a także siostrę Ursulę, którą tego dnia pożegnaliśmy. Na zakończenie fr. Pablo poświęcił obrazki MWW, które później chłopcy zawiesili w każdym pokoju, a chłopcy w krótkiej dramie przedstawili pierwszy sen ks. Bosko.
Po części poświęconej naszej Matce Prince wygłosił podziękowanie dla s. Ursuli, która dbała o zdrowie chłopaków i zwierząt, ale zdecydowała, że ma teraz za dużo obowiązków w swoim nowym domu. Wspólne zdjęcie pamiątkowe i przechodzimy do następnego punktu programu tego wieczoru – Birthday. Tym razem świętowali urodziny Apphia, Atta, Justine, Emma Kanaweh i Prince. Po otrzymaniu prezentów, toastu i wspólnych zdjęciach jak zawsze parkiet należał do chłopaków. Tego dnia mogli poszaleć nieco dłużej ponieważ dzisiaj mają dzień wolny – święto Africa Unite. Więc rano godzinę poświęcili na naukę, później mała praca w grupach na temat tego co się dzieje w Boys Home, a teraz szaleją na boiskach.
18.05.2010 CZAS POŻEGNAŃ…
W zeszły piątek pożegnaliśmy 3 chłopaków, którzy skończyli Junior School i pojechali do domów na wakacje. Dlatego po kolacji urządziliśmy im małe send off party, w trakcie którego mieli okazję sprawdzić swoją wiedzę na temat Boys Home, a także sprawdzić się jako liderzy grup podczas ustawiania wieży ze słomek do picia. Na koniec dostali prezenty i mogli ostatni raz w tym roku szkolnym poszaleć na parkiecie „study holu”.
Przy okazji celebrowaliśmy urodziny jednego z seniorów, Davida. Na jego nieszczęście chłopaki tego jednego wieczoru nie czuli „respectu” i zamiast wiadrami z wodą oblali go wiadrami pełnymi błota.
W sobotę natomiast następne pożegnanie. Tym razem mniej oficjalne, ponieważ Martyna pojechała do Polski tylko na 2 tygodnie. Wszyscy już czekają na jej powrót z nadzieją, że nie zapomni o ghanijskim zwyczaju przywożenia prezentów z podróży. DLA WSZYSTKICH!
Tak jeszcze tylko dodam, że od tego semestru przyjęliśmy do naszego domu 3 nowych chłopaków. Chciałabym krótko o nich napisać.
Felix mieszkał w Sunyani i ma oboje rodziców. Ma 15 lat i jest najlepszym uczniem w klasie, jednak problemy rodzinne skutecznie mu przeszkadzały w nauce. Jego nauczyciel zgłosił się do Salezjanów z prośbą o pomoc i teraz chłopak ma szanse wzrastać i zapomnieć o troskach.
Baba, starszy brat naszego małego Kwasiego. Są jak bracia bliźniacy. Chłopak mieszkał na ulicach Kumasi i „pracował” na stacji Trotro. Jego ojciec jest chory i mieszka z siostrami Miłosierdzia Bożego. To one wysłały Babę do nas. Chłopak ma 13 lat i nigdy nie chodził do szkoły. Troszkę się uczył z siostrami MB, a teraz rano poświęcam mu czas, by cokolwiek go nauczyć.
Podobnie jest z Yaw Samson. Jego aplikację do Boys Home wysłała do nas Katolicka Fundacja do Spraw Dzieci Ulicy z Kumasi. Samson ma 14 lat i jedynie przez parę miesięcy uczęszczał do szkoły, ale do klasy 3. Podobnie jak Baba chłopak nie chodzi do szkoły tylko rano albo pracuje na farmie, albo się pilnie uczy.
WAKACJE
WAKACJE – mamy takie szczęście, że dla naszego pokolenia Polaków słowo to kojarzy się z wypoczynkiem, wakacje w Egipcie, na Karaibach, itp. Chłopcy w Boys Homie znają nieco inne znaczenie tego słowa. Czas wolny od nauki oznacza więcej czasu na pracę na farmie, Ghańczycy nie odbierają wakacji jako czasu, w którym można coś zobaczyć, zwiedzić chociaż by swój kraj, wypocząć. Dlatego zdecydowałyśmy pokazać im, że można inaczej.
Czytaj więcej »
Święta, święta i po świętach… na na na na ej! Nikt już o nich nie pamięta… na na na na ej!
Właśnie…. Było inaczej, chyba bardziej je zauważyłam niż święta Bożego Narodzenia tutaj, ale może dlatego, że chłopaki byli w Boys Homie i razem celebrowaliśmy. Wielki Poniedziałek, Wielki Wtorek i Wielką Środę, podobnie jak w Polsce, chłopaki jeszcze mieli szkołę. W Wielki Czwartek miały być rekolekcje, ale niestety dyrektor szkoły stwierdziła, że mieli za dużo wolnego i w czwartek też musieli iść do szkoły. Z planowanych rekolekcji został tylko mecz z nowicjuszami w Odumase, który oczywiście Don Bosco Boys Home Team wygrał. Wieczorem wszyscy poszliśmy na mszę do katedry, choć praktycznie kościół przyszedł do nas. Tuż za naszym murem przez całe Tridium Paschalne jeden z kościołów miał jakiś konwent, ściana głośników 10 metrów od okna, zespół na żywo i nawiedzeni pastorzy, którzy przerwę sobie robili tylko pomiędzy północą a drugą w nocy.
W Wielki Piątek zostaliśmy odwiedzeni przez Bartka i Agatę, znajomych wtedy jeszcze z Akry, a teraz już z Polski. Wieczorem w Boys Homie zrobiliśmy krótkie nabożeństwo połączone z drogą krzyżową i celebracją krzyża. Chłopcy dzielili się chlebem i winem, przeglądali się w lustrze, żeby zobaczyć kto jest dzisiaj Piłatem, palili listy do Jezusa, w których przepraszali za swoje grzechy, modlili się modlitwą powszechną i zobaczyli, kto i jak dzisiaj codziennie krzyżuje Chrystusa. Chyba podobała im się taka forma uświęcenia tego dnia. W skupieniu przeszkadzał tylko rzeczony wyżej kościół, któremu się chyba dni pomieszały, bo cały Wielki Piątek pastor krzyczał „Alleluja”.
W Wielką Sobotę do południa seans z filmem „Pasja”. Wersja bardzo piracka, jedyna dostępna, kupiona na ulicy. Z jak się okazało wyciętymi co bardziej mocniejszymi scenami. A potem krótki quiz o tematyce „Wielkopostno-Wielkanocno-Biblijnej”. Wieczorem starsi chłopcy pojechali na mszę do parafii salezjańskiej, myśmy też podjęli próbę by być na mszy wigilijnej, ale okazało się, że cała jest w twi, przez godzinę tylko siedzieli, a myśmy nic nie rozumieli, więc pojechaliśmy spędzić ten czas z pozostałymi maluchami w Boys Homie.
W Niedzielę Wielkanocną poranek spędzony w szpitalu, bo jeden z chłopców zemdlał. Taki off topic. Jak dla mnie miał on atak padaczki. Siedział na ławce, nagłe się przewrócił, zaczął ciężko oddychać, trząsł się, wymiotował śliną. Nie miał napięcia mięśni, ale to przecież nie jest warunek. Przytomność dopiero odzyskał w szpitalu, ale cały czas ciężko i płytko oddychał. Dowiedzielibyśmy się co to było, jakbyśmy mieli możliwość zrobienia tomografii. Jednak nie mamy. Co zrobili w szpitalu? Dali mu tabletki na malarię, potrzymali jedną noc i skasowali nas 58 ghana cedis, bo nie miał ubezpieczenia.
Po szpitalu pojechaliśmy na mszę polsko-angielską, którą odprawił dla nas Piotr. A potem polskie, świąteczne śniadanko. Bartek, Agata, Piotr, Paula i ja. Fajne towarzystwo. Mieliśmy kiełbasę, ogórki, oliwki, chrzan, jogurt no i jajka oczywiście.
W niedzielę wieczorem kolacja świąteczna z chłopakami. Ryż z kurczakiem. A potem…dance!
W Poniedziałek Wielkanocny w kampusie szkoły salezjańskiej piknik dla młodzieży. Chłopcy się wybiegali, pograli, pobawili.
I tak nam minęły święta.
A teraz już tylko trzy dni i wakacje. W piątek maluchy jadą na Cape Coast (starsi pojadą później), a reszta do domów. A my trzy tygodnie wolnego, choć mamy kilka spraw już na liście „to do”. A jak Paula będzie tak miła, to może wrzuci zdjęcia z czasu świątecznego.
Earthquake
Generalnie jest tak, że każdy dzień podobny do każdego i za bardzo nie ma o czym pisać. To nie to, że życie spowszedniało, są przecież osoby, które całe życie spędziły w jednym miejscu, a potrafią pisać i to ciekawie, o tym miejscu. Ja po porostu nie mam daru pisania o codzienności, nie że nie zauważam niezwykłości tego miejsca, zauważam i cieszę się nią, ale jak mam o czymś napisać, to o ile nie jest to trzęsienie ziemi w środku nocy to nie za bardzo potrafię coś sklecić.
A propos trzęsienia ziemi. To, to akurat było ciekawe wydarzenie. Panika na cały kraj, a ani jeden kamyczek się nie poruszył. Zaraz po tragedii na Haitii, pewnej nocy, za bardzo nikt nie wie kto był źródłem, kto podał, jak się zaczęło, ale koniec końców około 2 nad ranem rozdzwoniły się telefony wszystkich do wszystkich „uciekać z domów o 3 będzie trzęsienie ziemi w Ghanie”. Ja mam taką ciekawą cechę, że sen jest dla mnie stanem świętym, więc komórkę wyłączam, więc myśmy spały, a za murem pół Sunyani w środku nocy biegło na nieodległy plac, by tam „bezpiecznie” przetrwać trzęsienie ziemi. W Akrze i Kumasi, największych miastach, panika na całego. Rano się obudziliśmy, cały kraj w szoku, po nieprzespanej nocy. Potem okazało się, że jakiś pastor w radiu podał, że jakieś radio podało, że CNN podało, że naukowcy podali, że o 3 am prompt będzie w Ghanie trzęsienie ziemi. Całej Ghanie. O 3:00. Jak o 3:01 okazało się, że nic z tego wiele ludzi musiało być zawiedzionych. Z drugiej strony szkoda, że tą nic przespałam. Zobaczyć psychozę tłumu to rzadka okazja. Ale to takie zboczenie zawodowe może.
A teraz jak podaje jakieś radio, że BBC podało, że idę spać więc więcej już wkrótce. Najpewniej zaraz po świętach z opisem jak się one tutaj nam celebrowało.
After winter must come spring
Przez przypadki – wpadki techniczne nie dane nam było od listopada uaktualniać tego bloga. Mam nadzieję, że teraz się zmieni i do końca naszego pobytu będziemy na bieżąco. Dzięki Mazur, za odzyskanie choć części naszych wpisów, bo nasze totalne zagracenie nie pozwoliło nam na systematyczne zapisywanie tego, co tam napisałyśmy.
Co się wydarzyło od ostatniego wpisu?
Pamiętam, że miałam pisać o jedniodniowym wyjeździe dla wolontariuszy zorganizowanym przez naszego wspaniałego dyrektora, i o śpiących słoniach, ale to już tak dawno temu było i tak mało ważne się teraz wydaje. Potem był cały listopad, z naszym świętem narodowym w czasie którego musieliśmy uświadamiać austryjaków spod kogo się wyzwalaliśmy. I pod koniec listopada w pierwszy weekend Adwentu spotkanie wolontariuszy z prowincji w Ashaiman, połączone oczywiście z całodniowym pobytem na plaży i zakupami w AccraMall na których to obłowiliśmy się suszonymi grzybami z myślą o nadchodzących świętach. Na spotkaniu wolontariuszy okazało się, że mamy najlepszą wspólnotę salezjańską i w sumie fajną ekipę wolontariuszy. Tacy zgrani wróciliśmy stamtąd. A wróciliśmy z gościem specjalnym…
Mieliśmy to przeogromne szczęście, że nasz projekt był monitorowany. Przyjechała Asia z MSZ nas skontrolować, choć ona twierdziła, że tylko odwiedzić. Piszę, że szczęście, bo nie taki diabeł straszny jak go malują. Asia pobyła z nami trzy dni, a my mogliśmy pokazać komuś nasze Sunyani. To takie fajne uczucie, jak się oprowadza kogoś po tym mieście jak po swoim. Z nią mieliśmy to pierwszy raz. No i przywiozła ser.
Potem powoli, powoli nadchodziły święta. Średnio je było czuć. Jednak ta temperatura, inny klimat, wszystko dookoła inne mi osobiście przeszkadzały. Niby ponoć lepiej zobaczyć o co chodzi w świętach, zobaczyć sens, ale dla mnie ważna jest też „magia świąt”, a magię tą tworzą kiczowate ozdoby w sklepach 2 listopada, reklamy coca-coli, śnieg i całe te badziewie, za którym się tęskni, jak się go nie ma.
Weekend przed świętami wyjechałam do Ashaiman z moimi chłopakami na spotkanie SYM (Salesian Youth Movement). 450 osób z Nigerii, Ghany, Sierra Leone i Liberii. Było ciekawie. No i moje chłopcy się dobrze bawili i im się podobało. Na trzy dni przed świętami wróciłam do domku. Pustego, bo chłopaki wyjechali na święta do rodzin. Wigilię i pierwszy dzień świąt spędziliśmy z Andrzejem i Bartkiem, którzy przyjechali do nas. Drugiego dnia świąt wyruszyliśmy w czwórkę na zasłużony urlop. Mole National Park z słoniami, Larabanga z najstarszym meczetem w Ghanie, Nsawkaw z spotkaniem Polaków, a potem sylwestra na Adzie. W międzyczasie korzystałam z tego, że niektórzy znajomi z Sunyani spędzali święta w Akrze i zostałam po niej ładnie oprowadzona.
5 stycznia wielki dzień dla mnie. Przyjechała Sz. w odwiedziny. Ktoś Ważny dla mnie zobaczył kawałek mojego świata, zobaczył co tu robię, poznał moich znajomych, moich chłopaków, moją Ghanę, moją Afrykę. Moment, o którym marzyłam od dawna, żeby się tym dzielić, swoim doświadczeniem, uczuciami do tego miejsca. Żeby bliskie mi osoby zrozumiały dlaczego i po co, a w słowach nie da się tego ująć. To trzeba zobaczyć. Jasne, że na początku denerwuje tutaj wszystko, ale z czasem się to zaczyna lubić a nawet kochać.
Po tym jak wyjechała kolejna niespodzianka. Przyjechała Olivia alias Miss Obama. New Yorker, z polskimi korzeniami. Przez trzy tygodnie było głośno. Tak, ona była głośna.
No i przyjechała do nas Ewelinka. Tak radośnie wtedy było. Zabawiła u nas trzy tygodnie i było tak przyjemnie. Aż nie chciało się jej puszczać z powrotem do Polski.
W międzyczasie zmienił się sezon dwa razy. Pod koniec grudnia przyszedł harmatan i zaczęło być sucho, zimno wieczorami. A teraz na powrót wilgoć w powietrzu, wieczorne deszcze i gorąco za dnia i nocy.
To taki szybki uptade. A co na bieżąco u nas już w krótce.














































